Szukając wszystkiego błąkam się po drogach, sama w sumie nie widząc, czego tak naprawdę szukam. Staram się znaleźć jakikolwiek punkt zaczepienia, by móc gdzieś, gdziekolwiek pokierować swoją osobę.
Dni pędzą niesamowicie szybko, sama nie wiem, w którym momencie minęło ćwierć roku. Nie dziś zauważyłam, że im człowiek jest starszy, tym prędzej czas umyka, jakby śpieszno mi było do celu, na sam koniec, dla każdego taki sam.
Frustracje zaczepiają o siebie, moje, jego, jej, ich. Powoli zaczynają się z sobą mieszać i powstaje jedna, wielka breja, która nie ma żadnego konkretnego kształtu, za to dość mocno zawiewa nieświeżością.
Nigdy nie chciałam, by można było cofnąć czas, zawsze uważałam, że to, co nastąpiło było najsłuszniejszą ewentualnością, która mogła nastąpić. Jednak gdy patrzę na osoby, które kocham i widzę, jak męczą się one z niektórymi następstwami, zaczyna wzbierać we mnie złość i chciałabym móc cofnąć czas. Nie dla siebie. Dla nich.
Czy w tym momencie moje pragnienie jest dla nich słuszne? Czy fanaberie dyktowane z chęci usunięcia cierpienia ukochanej osoby tak naprawdę nie są chęcią pozbycia się własnego bólu spowodowanego widokiem jej udręki?
Czy wszystko sprowadza się do własnego mniejszego lub większego egoizmu?
Moby - Extreme ways.
sobota, 12 maja 2012 21:55:35